Nie ogarniam.
Zaraz święta, a ja jeszcze trochę Mielnem żyję. Zawsze jak jem. Zupę.
Koniec roku, w między czasie zdjęcia do WarszawskiegoZoo, muszę zabrać się konkretnie za okładkę, projekt dla Szelastej, film z warsztatów trzeba skończyć, bo poczta polska po 4 tygodniach postanowiła jednak przynieść paczkę z płytami. Do szkoły zapierdol, ale chyba jak u wszystkich.. Natalia też cały narzeka o masie pracy. Lepsze to niż zero zajawki. Mam 5 z 20 otworków, poza tym jeszcze 10 unikatów do zrobienia, materiał do studia, zdjęcia i makieta z intermediów, pola, modyfikacje, kilka esejów, ze 3 egzaminy, dwie animacje do skończenia, jedna do zrobienia, umierające miasto. O rysunku to nawet nie chcę myśleć aktualnie. Cały czas coś, cały czas gdzieś. Muszę koniecznie kupić ołówki, pędzelki, papier i tubę złożyć.
Przez te otworki dostaję kurwicy, znowu źle policzyłem czas i po 2h naświetlania papier okazał się czyściutki. Zaraz znowu idę wołać, liczę na trochę światła jutro rano. Dzisiaj też liczyłem, a padał pedalski deszcz.
W biurze jest całkiem sporo pracy, cały czas się klika.
Nonstop się coś dzieje. Cieszy mnie to, niby zapierdol zajawka nie spada. Mam karteczkę a mimo to zapominam.. jutro trzeba odebrać planszę na intermedia.
W ten tydzień Wrocław.
Za tydzień Wrocław.
Za dwa tygodnie Biała.
Za trzy tygodnie Warszawa.
Za cztery tygodnie wracam do Poznania.
A potem sesja.
Ciężko mi zebrać te strzępki myśli do kupy. Płynę na fali zadań, licząc że o niczym nie zapomniałem.
Dzięki Zuza za pomoc, animacja wyszła miodnie