You are currently browsing the archives for the Lifeisabitch category


2012

Dobra 2012, czas Cię rozpierdolić.

Album rodzinny.

To ja przestalem utrzymywac kontakt. To ja nie mam czasu. To ja odwoluje spotkania z ludźmi. To mi przestalo zalezec.
To ja czuje sie jak robot. To ja jestem zmeczony i niewyspany. To ja siedze po nocach i pracuje.

Zmienily sie okolicznosci. Zmienily sie potrzeby.
Ciagle mysle o moim albumie rodzinnym. Sni mi sie praca w ciemni.

W piatek jade do bialej.
Dzisiaj troche poplynalem.

Nie.

Nie ogarniam.
Zaraz święta, a ja jeszcze trochę Mielnem żyję. Zawsze jak jem. Zupę.

Koniec roku, w między czasie zdjęcia do WarszawskiegoZoo, muszę zabrać się konkretnie za okładkę, projekt dla Szelastej, film z warsztatów trzeba skończyć, bo poczta polska po 4 tygodniach postanowiła jednak przynieść paczkę z płytami. Do szkoły zapierdol, ale chyba jak u wszystkich.. Natalia też cały narzeka o masie pracy. Lepsze to niż zero zajawki. Mam 5 z 20 otworków, poza tym jeszcze 10 unikatów do zrobienia, materiał do studia, zdjęcia i makieta z intermediów, pola, modyfikacje, kilka esejów, ze 3 egzaminy, dwie animacje do skończenia, jedna do zrobienia, umierające miasto. O rysunku to nawet nie chcę myśleć aktualnie. Cały czas coś, cały czas gdzieś. Muszę koniecznie kupić ołówki, pędzelki, papier i tubę złożyć.

Przez te otworki dostaję kurwicy, znowu źle policzyłem czas i po 2h naświetlania papier okazał się czyściutki. Zaraz znowu idę wołać, liczę na trochę światła jutro rano. Dzisiaj też liczyłem, a padał pedalski deszcz.

W biurze jest całkiem sporo pracy, cały czas się klika.
Nonstop się coś dzieje. Cieszy mnie to, niby zapierdol zajawka nie spada. Mam karteczkę a mimo to zapominam.. jutro trzeba odebrać planszę na intermedia.

W ten tydzień Wrocław.
Za tydzień Wrocław.
Za dwa tygodnie Biała.
Za trzy tygodnie Warszawa.
Za cztery tygodnie wracam do Poznania.

A potem sesja.
Ciężko mi zebrać te strzępki myśli do kupy. Płynę na fali zadań, licząc że o niczym nie zapomniałem.

Dzięki Zuza za pomoc, animacja wyszła miodnie :)

Pure Hate

Dawno nie pisałem. Znowu.

Czasu brakuje generalnie. Dużo pracy w pracy, dużo niedopowiedzeń, dużo mejli, dużo zobowiązań. Dużo pracy po pracy – składam rzeczy na nowy album Flinta, pomagam Szelastej z pracami. Dużo szkoły po pracy, masywna ilość projektów i zadań do wykonania w najbliższym czasie, zbliżają się święta, a zaraz po nich przeglądy prac i sesja. Dużo treningów po pracy, zajęcia cztery razy w tygodniu, mocno i intensywnie, w ACMB trenuje się inaczej niż w UNICAR. Niby ta sama, a jednak inna Capoeira. Wszystkiego jest dużo. Energii, czasu i pieniędzy ledwo wystarcza żeby to wszystko zgrać. Samoocena kuleje.

Mama przyjechała do mnie do Poznania, bo ja nie przyjeżdżałem już dawno do Białej. Wygadałem się, wyżaliłem, skrystalizowałem lęki, automatycznie zrobiło się jakoś lżej i łatwiej. Keep on going. Zależy mi na tych studiach, ale niestety nie dysponuję aż tak dużą ilością wolnego czasu, żeby totalnie rzucić się w wir kreatywnych realizacji i rozwiązywania problematycznych sytuacji. Muszę rzeźbić w rozwiązaniach i sytuacjach, które są realne. Inaczej wszystko się spierdoli.

Album Rodzinny – to temat jednego z projektów zaliczeniowych które mam do wykonania w tym semestrze. W tym celu musiałem skonstruować własne Kamery otworkowe, zrobiłem trochę prób i ustaliłem jak działają, teraz pozostaje zrobienie 20 fotografii w temacie, zaprezentowanie ich w oldschoolowym, papierowym albumie.. Moja rodzina w Poznaniu nie istnieje. Dlatego mój album rodzinny, będzie o braku rodziny. Będzie o samotności, będzie o długich nocach, będzie o brudnych naczyniach i ciuchach czekających na pranie. Będzie o szybkim gotowaniu, o rozczochranych włosach rano, o nieuprasowanych koszulkach. Będzie o pomiętej pościeli, ciężkich porankach, o braku pieniędzy, o braku energii. To będzie album o mojej poznańskiej rodzinie, którą jestem ja sam. To będzie album o tym, jak codziennie wieczorem mówię sobie sam smacznego i o tym jak czasami tęsknię za domem. To będzie album o tym, jak szarpię z każdego kolejnego dnia produktywność i rozwój. Jest jeszcze fotounikat do realizacji, kilka animacji poklatkowych, ginące miasto. Eseje, plansze, wydruki, media, fotografie. Dużo, dużo pracy, mało czasu. Ale mimo wszystko jestem zadowolony, mam zajawkę na te rzeczy.

Znowu zżera mnie zazdrość i ambicje. Poznaję maksymalnie utalentowanych ludzi, zazdroszczę im pomysłów, osiągnięć, wystaw, realizacji. Tracę wiarę w siebie i we własne możliwości, potrzebuję ugryźć trochę konstruktywnej krytyki od kogoś kogo podziwiam, potrzebuję spróbować skonsultować trochę moich prac z wykładowcami, porozmawiać o tym co umiem, czego muszę się nauczyć, o rozwoju. Potrzebuję uwierzyć we własną fotografię. Unless you puke, faint or die, keep going

Do treningów podchodzę z dystansem. Staram się, pracuje, ale Capoeira nie jest zaporowym argumentem kreującym podstawowe funkcjonowanie. Kocham to robić, uwielbiam ćwiczyć, ale nie zapominam o tym jak ustawione są priorytety. Mój brat ciągle nade mną czuwa, nad tym żebyśmy się rozwijali, nad tym iść do przodu. Życie jest wdzięczne, męczące, wymaga nieustannej pracy i energii. Przyzwyczaja mnie do rozczarowań.

Podsumowując – żyję. Dużo pracuję zawodowo i szkolnie, wróciłem na treningi. Jesienną deprechę ciągle zwalczam, czekam na śnieg. Na święta pewnie wyjadę do białej, trochę chciałbym odpocząć od rzeczywistości i tego nieustannego pędu.

Jest jeszcze Natalia. Jedna wielka zagadka, burdel w głowie i niedopowiedzenia, huśtawka emocji, nastrojów i oczekiwań. Jakoś się żyje, Finker.
Jakoś się żyje.

3miesiące


Trzy miesiące z życia.
Jest dobrze.

TurboZrzut

Wystartował.

Żadnych zasad
Żadnych ograniczeń
Żadnych terminów ani systematyczności

Wizualny, emocjonalny, egzystencjalny, deprawujący śmietnik.

www.turbozrzut.tumblr.com

Mało czasu wciąż.
Masa rzeczy do szkoły, pochłania to większość mojej uwagi. No i są jeszcze nocne telefony do Nat, powinienem je ograniczyć bo rachunki wbijają mnie w krzesło. Capoeira prawie brak, byłem teraz we Wrocławiu i Patol przypomniał mi co to jest zmęczenie, zapierdol i ciężka praca. Wypłacam hajs z konta i lecę do ASC w poniedziałek, tup tup szybciutko. Stopa wciąż boli, no ale nic nie poradzę.

Mam do wydrapania animację, album rodzinny obscurą, deformacje, kilka rzeczy ze studia (średnim formatem). Kiev leży rozjebany jak leżał, w sobotę lecę zanieść zaległe negatywy z mju do wołania. Z kasą jak było ciężko, tak dalej jest, ale przynajmniej wiążę jakoś końce.

Praca-szkoła. Praca-szkoła. Praca-szkoła.
Mam nadzieję, że jeszcze dojdą treningi.

We Wrocławiu są świetni ludzie. Mój brat, Lima, Lonc, Zofka. Siedzi tam też Karolek, Ania, raz na jakiś czas przyjeżdża też Magda. Ekipa z uczelni jest naprawdę wypasiona, czuję się tam dobrze wśród nich, swobodnie, tryb pracy i nauki mi odpowiada. Ciężko się stamtąd wraca, weekendy wypompowują ze mnie energię do cna, zazwyczaj nie pamiętam drogi powrotnej do Poznania. Nie przez używki, nie. Przez zmęczenie.

W Poznaniu też są świetnie ludzie. Mati, Kornel, Ekipa z pracy, ASC do którego chciałbym wrócić, Nat. Ta ostatnia naprawdę wywołuje skrajne emocje momentami. No ale mimo wszystko czegoś mi tu jednak brakuje. Mam wrażenie, że tego co jest we Wrocławiu – to może szczeniackie, ale przecież nikt nie obiecywał że będzie łatwo. Przedstaw szczęście tym faktom.

Dostrzegam te przemiany, modyfikacje. Widzę, jak się zmieniam, jak patrzę, co widzę. To artystyczne dojrzewanie? Bardziej określenie samoświadomości. Jeszcze kilka miesięcy temu, bałem się co będzie teraz. Teraz boję się tego, co będzie za kilka miesięcy. Podobają mi się inne zdjęcia, projektuję inne rzeczy, pracuję inaczej, estetyka i wartości się nieustannie zmieniają. Przez jesień aktualnie wszystko szarzeje, ale w końcu udaje mi się zawsze wygrzebać z kłopotów.

Potrzebuję coś napisać.
Zaleję niedługo bloga zdjęciami, mam w końcu kasę na wywołanie tych cholernych negatywów :)
Mama chce mnie odwiedzić, Lima też wpada.

Max wyjeżdża.

Będziemy tęsknić.

Karma wraca.


Foty ze studia w CIA we Wro. Większość nie moich, bo się aparaty popsuły i oddałem swój, ale sam cośtam też kliknąłem. Robiłem głównie za modela i oświetleniowca. Kliszę też wołałem ja. Strasznie jara mnie to, że podchodzę do tematu totalnie z drugiej strony – mniej robienia zdjęć, a więcej teorii, techniki, historii, pochodnych fotografii, modelowania, aktorzenia. Uzupełniam wiedzę dokładnie o to, czego mi brakowało.


Odchodząc od tematu.
Jakiś czas temu mówiłem, że nie powinienem się w wpierdalać w zamotę, bo będę się wkurwiać, kłamać, wykręcać i żałować.

Miałem rację.

Turbo, kurwa, zrzut.

Wrocław jak zwykle zajebiście. Mega dobra roda, wypas na uczelni, wielka zajawka na te studia, ludzi i to miasto.
Za każdym razem wraca mi się coraz trudniej. Irytuje mnie też bardzo fakt, że nie mam czasu posiedzieć, pogadać i poogarniać kreatywnych patentów na świat z Patolem.

Dzisiaj zderzyłem się z rzeczywistością. Przypierdoliłem w mur zwany życiem, z mocą solidnie rozpędzonego auta, a mój mózg przypomina krwawą paćkę przemieloną przez śmigła afgańskiego helikoptera bojowego. Pieniądze żądzą wszystkim, do ciężkiej, starej i brzydkiej jak noc kurwy.

Zrobię sobie specjalną koszulkę, z tekstem: TURBO, KURWA, ZRZUT.

Running up that hill

R13 płonie, jest 20:30. Testuję kolejkowanie renderowania, wypadałoby jeszcze sprawdzić .NETrender, ale chyba odpuszczę.. nie za bardzo mam na czym instalować klienta.
O 21:30 jestem umówiony, wrócę do domu i pójdę spać.

Kończy mi się pomału film w mju, problemem jest to, że robię mniej zdjęć, trochę zbyt szybkie tempo żeby o wszystkim pamiętać. Wczoraj wyprowadzałem z Nat psy, zrobiłem tylko jedno zdjęcie. Muszę przegrać zakład żeby zrobić więcej. No i muszę wywołać te filmy, są klatki jeszcze jak Wojti był w Poznaniu. I z Wrocławia. I z Puszczykowa. Poza tym robiłem też zdjęcia kotów Pani Alicji – gdyby ktoś chciał zaadoptować kruczoczarnego kota, to właścicielka mojego mieszkania ma dwa do oddania. Dałem radę 30min, potem uczulenie zrobiło ze mnie wielki napuchnięty balon.

Boję się wygospodarować czas na treningi. Tak samo jak na lekarza, stopa boli cały czas tak samo, już chyba 4 miesiąc.. Praca, 3d mnie wciąga strasznie.
Odebrałem dzisiaj prezent dla Nat, jutro impreza urodzinowa. Wróciłem do kartki a4 złożonej kilka razy, zajebiście pomaga. Patryk wraca z Kijowa, w końcu. Stęskniłem się, no i ktoś mi musi powiedzieć czy podejmuję dobrą decyzję.

Od poniedziałku próbuję znaleźć czas na naukę. Mam do opracowania notatki, muszę przeprowadzić kilka badań, napisać esej, przygotować koncepcje kilku projektów semestralnych, poćwiczyć rysunek. Potrzebuję na to jakiegoś konkretnego poranka, kilku godzin czasu. Może spróbuję w niedzielę wstać wcześniej do pracy?

W Krk nie byłem, do Białej też nie pojadę. Jak będzie Łódź i Poznań, mam chyba zjazd.. muszę złapać Patola i pojechać do Bielska, do Miłków :) Wypas będzie wpaść do nich na trening, poza tym jutro zaczyna się OFF. Głupio byłoby go przegapić.

Tyle się dzieje, a ja nie mogę wygospodarować czasu. Doba jest za krótka..
Wali deszcz, zimno w opór. Jesień pełną gębą, a ja rozkminiam. Tyle się dzieje.


Mleko z kawą.
Ogień.