<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Marisquinho</title>
	<atom:link href="http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://arielhajbos.com/blog</link>
	<description>Never give up</description>
	<lastBuildDate>Thu, 22 Jul 2010 21:47:03 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Kontuzja.</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=97</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=97#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Jul 2010 21:26:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prezentacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=97</guid>
		<description><![CDATA[Pisanie o zajawkach nie przychodzi mi łatwo. Zresztą zorientowałem się że pisanie w ogóle nie przychodzi mi łatwo, a jeżeli już &#8211; to ma jakiś negatywny albo nieprzyjemny wydźwięk. Tym razem nie będzie inaczej ;P Chodzi tylko o stwierdzenie faktu, że zdaję sobie z tego sprawę i nie zamierzam nic z tym robić. Przynajmniej wypływa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pisanie o zajawkach nie przychodzi mi łatwo. Zresztą zorientowałem się że pisanie w ogóle nie przychodzi mi łatwo, a jeżeli już &#8211; to ma jakiś negatywny albo nieprzyjemny wydźwięk. Tym razem nie będzie inaczej ;P Chodzi tylko o stwierdzenie faktu, że zdaję sobie z tego sprawę i nie zamierzam nic z tym robić. Przynajmniej wypływa to naturalnie.</p>
<p>Po powrocie z mostów power i moc były nie do opisania. Tydzień treningów z Zambim, tydzień masywnie ciężkiej i przyjemnej pracy z dzieciakami, tydzień do granic możliwości przepełniony Capoeira i świetnymi ludźmi. Po powrocie energia rozpierdalała, na roda chciało się skakać, grać, biegać i uśmiechać. Capoeira była przepełniona pozytywem, jogo było płynne i czyste, swobodne, bez jakiegokolwiek stresu albo lęku.. Pierwsza roda, trzecia gra, tesoura.</p>
<p>Na początku chciałem jeszcze wejść do środka, pobolało ale przestało, miałem rozgrzane stawy, zagryzłem zęby. Twardy chciałem kurwa być. Silny. Całe szczęście Patryk mnie powstrzymał, minęły 3 minuty i kiedy stawy ostygły poczułem ból. Musiałem się odwrócić, bo pierwszy raz popłakałem się z powodu fizycznego bólu, przy najmniejszym ruchu kolanem. Siedziałem plecami do Roda, masowałem staw i próbowałem powstrzymywać łzy.. nie wiedziałem co mi jest, ale bardzo bałem się że będzie to coś złego. Pierwsze badania &#8211; ulga, naciągnięcie. Drugie badania &#8211; podejrzenie zerwania więzadła bocznego, trzecie &#8211; podejrzenie zerwania więzadła krzyżowego. Rentgen, usg, rezonans. Na rezonansie powiedzieli mi że jest spoko, mogę ćwiczyć. Minęło pół roku od kontuzji. Przez te pół roku wychodziłem z akademii, rozmawiałem, próbowałem zrozumieć i zaakceptować to że tymczasowo nie mogę robić capoeira. Straciłem kontakt z ludźmi, Patryk próbował mnie przekonać, dobrze rozumiał o co chodzi. Topeira przecież miał tę samą kontuzję. Po tej półrocznej przerwie, po rezonansie wróciłem na trening. Ja pierdolę &#8211; jak ja się cieszyłem. Przez całe 1.5h byłem niesamowicie przerażony, nie mogłem się skupić, odczuwałem spadek formy i techniki.. czułem jakieś jebane brzemie, nie mogłem polegać na tym kolanie. Ostatnia gra, głuchy trzask. Okazało się że jednak nie jest spoko.. potem 3 dni kulenia i oficjalne wyniki rezonansu. Zerwanie przedniego więzadła krzyżowego, kwalifikacja do rekonstrukcji. Potem kolejny rok, przeboje z lekarzem z Łodzi, trafiłem do Lublina. Rozstanie z Gosią, wyjazd na studia.. zwolnił się termin operacji, trzeba kroić szybko, Poznań się przesuwa. Operacja, stabilizator, opuchlizna. I strach, cały czas strach. Przez cały ten czas panicznie się bałem. Koniec końców rehabilitacja, ciężkie ćwiczenia, powrót, treningi w Poznaniu i to już kwestia innej opowieści, która cały czas się rozgrywa.</p>
<p>Bałem się. Bałem się tego, że to zbyt duże obciążenie finansowe dla mojej rodziny, bałem się, że nie wrócę do sprawności, bałem się, że coś pójdzie nie tak, bałem się, że zostanę z tym sam, bałem się grać, bałem się wrócić do capoeira, bałem się polegać na tej nodze. Bałem się setki rzeczy, większej części z nich boję się nadal. Źle poprowadzone leczenie, przedłużenie całego procesu, dwuletnia przerwa w tym co bardzo kochałem i co obok fotografii nadawało sens. Bałem się, że to straciłem. Słyszałem historię o rekonstrukcjach które się nie udały, o tych które trwały 4 miesiące, o tych które kosztowały grubą kasę. Najbardziej boli mnie to, że nie potrafiłem się rozwijać. Pamiętam cały czas mocno rozmowę o tym co widziałeś w Brazylii, o tym że 50% to muzyka, ale ja nie potrafiłem. Łamałem się. I pamiętam to, jak po pierwszym treningu, 3 dni po kontuzji, kiedy się doczłapałem żeby popatrzeć, powiedziałeś, że cieszysz się że przyszedł kulawy i że się nie poddał. Głównie dlatego, że to wtedy powiedziałeś, cały czas tu jestem.</p>
<p>Pierdolona kombinacja najgorszych decyzji i źle poprowadzonej sprawy od samego początku, aż do teraz. Zamiast jechać tutaj od razu, powinienem być jeszcze w Białej przez miesiąc. Ale teraz to się zmieni. Oficjalnie mi wolno. Nie będę więcej robić głupot samemu. Dziękuję Wam rodzice za to, że znosiliście to razem ze mną. Za każdą nieprzespaną ze strachu noc, za każdą złotówkę którą zainwestowaliście w to kolano, za zmienianie opatrunków, za przytrzymywanie mnie kiedy toczyłem się pod prysznic, za uczenie chodzenia mnie o kulach, za jazdy po Polsce, za to że byliście ze mną cały czas, za to że na siebie wrzeszczeliśmy. Dzięki Cachorro za wiarę, pomoc, za rozmowy, za rozkminy, smsy, za opierdol, za wymagania, za treningi i za to co się zacznie za dwa tygodnie. Dzięki Docura, Caramuru, Lima, Caracol.. dzięki wszystkim ludziom którzy byli i śledzili temat, dzięki wam wrócę. Zaczynam od początku, ale z wiarą i mocą. Może to patetyczne, wiem że to czytacie, dziękuję. </p>
<p>Właśnie miałem fotograficzną kontuzję. Dzieje się to samo, co dwa lata temu. Kiedy widzę dobrą fotografię to się wkurwiam, adrenalina mi skacze, mam dosyć. Przepaliłem się, złamałem i wjebałem w niezłe szambo, a nos ma ledwo powyżej tafli gówna. Rzecz w tym, że tym razem cały proces będzie przebiegał inaczej, świadomie. Mam dosyć cholernych imaginacji rzeczywistości i pozerstwa, bez faktycznego przełożenia na umiejętności i efekty pracy. Po pierwsze nie jestem sam, po drugie wcale nie jest tak że w siebie nie wierzę, a po trzecie i najważniejsze &#8211; kocham to co robię. Będzie dobrze.</p>
<p>Warszawa, Biała, Poznań, Siedlce, Poznań, Wrocław, Gnojno, Trójmiasto i noce w pociągach.<br />
Czasami trzeba pisać w podróży <img src='http://arielhajbos.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>A.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=97</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>I love PKP.</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=90</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=90#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Jul 2010 21:16:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=90</guid>
		<description><![CDATA[Gdzieś w Polsce, 24 czerwca.
Czasami jest tak, że trzeba pisać w podróży. Tym bardziej gdy ta podróż jest na tyle inspirująca żeby do tego pisania mnie skonić. Dawno już nic nie wkleiłem, patent z notowaniem w tramwaju ostatnio nie wchodzi w grę bo w nim sypiam. Minął tydzień odkąd wyjechałem w trasę, błądząc po całej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Gdzieś w Polsce, 24 czerwca.</strong></p>
<p>Czasami jest tak, że trzeba pisać w podróży. Tym bardziej gdy ta podróż jest na tyle inspirująca żeby do tego pisania mnie skonić. Dawno już nic nie wkleiłem, patent z notowaniem w tramwaju ostatnio nie wchodzi w grę bo w nim sypiam. Minął tydzień odkąd wyjechałem w trasę, błądząc po całej polsce od miasta do miasta, koczując u znajomych i oddychając. Masakrycznie ciężki ten wyjazd, a melanże na dzikim wschodzie jeszcze bardziej. Oczywiście ta drobna retrospekcja jest krótki preludium do rozkminy której publikacja stoi pod znakiem zapytania. Cała ta trasa i w szczególności powrót do poznania sprowokowały wenę.</p>
<p>Naprzeciwko mnie siedziała do niedawna w pociągowym korytarzu jedna z najpiękniejszych kobiet jakie wiedziałem w życiu. Do tego stopnia intrygująca, że nie miałem w sobie wystarczająco dużo odwagi żeby zacząć rozmowę. Wysiadła.</p>
<p>Strasznie nie lubię pisać o miłości, patosie i sympatiach z nimi związanymi. W szczególności ja nie powinienem wypowiadać się na te tematy, ze względu na mój tok myślenia i przebieg niektórych sytuacji kiedyś i dzisiaj. Zbyt łatwo przychodzi mi niezauważanie, zaprzepaszczanie, niszczenie lub świadome olewanie relacji które mogą należeć do tych wyższego rzędu jak przyjaźń czy miłość. Efekt pustelniczego życia, co do którego ostatnio zacząłem mieć wątpliwości.. Atomictoy powiedziała mi kiedyś, że miłość jest kwestią świadomego i dojrzałego wyboru. Endo mówiła, że nie będzie z nikim poza &#8220;pierdolonym księciem na białym rumaku z jebanej bajki&#8221;. Paulina jest zatwardziałym singlem od 3 lat, przekonana o własnej niedojrzałości w lęku przed trudnymi relacjami. Przykładów cała masa, ze mną na czele. Związki które się rozpadają i nie wychodzą, są więc efektem źle dokonanego wyboru, z góry niepotrzebnej i pochopnej decyzji wynikającej z braku samopoznania i świadomości. Lub też jakichś chorych defektów społecznych, które eliminują sumienie. Kurwa, jak ja teraz żałuje, że nie miałem odwagi podejść do tej dziewczyny i spytać czy wierzy w ludzi. Pamiętam o niej tylko dlatego, że zapisałem to na papierze. Wiedziałem że po godzinie już o niej zapomnę. Miałem rację.</p>
<p>Myślicie że dużo rzeczy nas omija? Nieskończona ilość kombinacji i sytuacji, droga tylko jedna. Niewątpliwie, trzeba się cieszyć tym co jest, ma miejsce to, na co mamy wpływ, to jaką decyzję podjęliśmy. Ale ja jestem z natury zajebiście ciekawski, bo może to była akurat ta osoba? Na bank każdy mógłby przytoczyć teraz co najmniej kilka aforyzmów o odwadze, podejmowaniu ryzyka, przekonywaniu się empirycznie i chuj wie czym jeszcze związanym z tematem. Jasne. W piśmie to nawet zamienianie wody w wino wydaje się łatwe. Mamy społeczny deficyt w odwadze cywilnej, a prywatne kryzysy zdarzają się każdemu. Nie żebym się usprawiedliwiał. &#8220;W życiu jest czas na śmiech i łzy&#8221;. Za jakieś 3h powinienem być w domu. Rano praca i kupa zaległości w mejlach.. Tęsknię za ludźmi z którymi spędziłem tych kilka ostatnich dni, po części dlatego że akceptują mnie takim jakim jestem. Odczuwam brak bliskości, związku, emocji. Z jednej strony wymagam wręcz niemożliwego, z drugiej boję się znowu zrobić komuś krzywdę, z trzeciej wiem, że potrzebuję kogoś do rozmów, medytacji, opieki, uszczęśliwiania, seksu, życia, modlitwy, oddychania. Potrzebuję dziewczyny, która będzie tą z pociągu, tą właściwą, tą którą chciałbym wybrać, tą która będzie taka jak te o które walczyłem. Ale jutro znowu przestawię się na inny tryb życia&#8230; na zajawkę, na pracę, na poznań. Strasznie chaotycznie ta pisanina dziś.. A ta jedna dziewczyna na korytarzu przypominała mi najtrudniejsze emocje, twarde zagrania, Atomictoy, Endo, Denego.. podróże są zaiste inspirujące.</p>
<p><strong>Poznań, 18 lipca.</strong></p>
<p>Nigdy w życiu lato nie mijało mi tak szybko. Może dlatego, że pierwszy raz przybrało taką a nie inną formę. Nudzę się tylko w niektóre weekendy. Dzisiaj jest niedziela, siedzę na trawie przy fontannie. Pada pierdolony deszcz.</p>
<p>Zastanawiam się ostatnio, ile z tej publicystyki jest wiernym odwzorowaniem mojego charakteru, na ile się otwieram, jaki obraz siebie tworzę. Wiem, że to jeden z problemów z którymi uczę się walczyć, bo tak naprawdę to powinienem mieć na to kompletnie wyjebane. Samotność daje samopoznanie. Samopoznanie daje wiedzę. Wiedza daje się.</p>
<p>Jest tak dużo tematów które mógłbym podpiąć pod aktualny stan i myślenie. Za 30 min nie będę pamiętać połowy z nich, myślenie szybsze od działania, a przegrywam właściwie z lenistwem. Stoicyzm Kochanowskiego, pojęcie życia zaprezentowane w postaci fali. Obecnie odbijam się po małym kryzysie od dna, była taka chwila kiedy straciłem kompletnie wiarę we własną wiedzę i umiejętności, kiedy zacząłem się zastanawiać. Tata powiedział mi dzisiaj że brak mi wiary w cokolwiek, a w Boga i siebie w szczególności. Negatywność wyleczyłem, ale wątpliwości pozostały: fotografia, capoeira, miłość, ja. Kurwa! Nie chodzi tu o ich istnienie, a jedynie sens i autentyczność. Samopoznanie? Brak mi wiedzy i umiejętności, ale ciągle szukam, mam wrażenie, że jestem blisko jakiegoś jebanego przełomu, ale zamknąłem się na nowe ścieżki. Wjebałem się w najgorszy syf, którego boję się od zawsze najmocniej &#8211; ortodoksję. </p>
<p>Mam ostatnio problemy z wypluciem z siebie czegokolwiek kreatywnego, popadłem w straszną rutynę od czasu notatek z pociągu.. &#8220;Łatwo odfrunąć, ale trudniej się wraca&#8221;, uważajcie na zielone skrzydła. Zapomniałem o marzeniach i snach, dałem się wybić z równowagi, złamać. Za dużo dziwnych, mniej lub bardziej zależnych od nas czynników wpływa na nasze życie. Sztuką jest nie kontrolowanie ich, a płynne balansowanie między nimi, wybieranie tych właściwych i dostosowywanie ich do własnych zasad, celów i idei. Wszystko za życie.</p>
<p>Puste frazesy, bez konkretów &#8211; to usłyszałem od komisji egzaminacyjnej. To mnie złamało, dopiero gdy się uspokoiłem, zrozumiałem że się zatrzymuję, przestaję się rozwijać a w niektórych kluczowych momentach nie podejmuję ryzyka, jak kiedyś. Zastygam, szarzeję. Po raz kolejny &#8211; wszystko za życie. Życie czy wegetację? Jestem sam [właśnie jakiś ziomek z browarem wskoczył do fontanny przy której siedzę. W ubraniu] unikam odpowiedzialności za błędy, które kiedyś popełniłem. Przyjąłem systemy zachowawcze ludzi, których podziwiam i którzy mi imponują, mają na mnie wpływ. Gdzie w tym wszystkim jestem ja? Kim jestem? Jeżeli tak do końca nie rozumiem i nie znam samego siebie, jak mogę tworzyć zdjęcia i obrazy, oddające moje myślenie i idee? Jak mogę poznać i rozwinąć swoje jogo, robić moją Capoeira? Jak mogę się zakochać i stworzyć związek którego teraz mi brakuje, oparty na zaufaniu &#8211; skoro nie ufam samemu sobie? I ten pierdolony brak wytrwałości, marnotrawienie środków i energii na pierdoły, słomiany zapał. Damnit!</p>
<p><strong>No cóż. &#8220;Trzeba chyba ruszyć w podróż, w której znajdę samego siebie.&#8221; Indie. Myślałem, że wiem coś o życiu. Gówno prawda, nie wiem prawie nic i nie powinienem o nim mówić. Więcej pokory Marisquinho. Więcej pokory i dosyć błądzenia po ciemku. Kiedyś w końcu trzeba wydorośleć i zrozumieć o co w tym wszystkim tak na prawdę chodzi <img src='http://arielhajbos.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Bardziej niż kiedykolwiek kocham życie, które intryguje mnie równie mocno, co tamta dziewczyna z pociągu.<br />
</strong></p>
<p>Dobrej nocy.<br />
A.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=90</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Reżim Pana Cykaczka</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=81</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=81#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 May 2010 23:44:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=81</guid>
		<description><![CDATA[
Mam do zagospodarowania godzinę dziennie. 30min w dwie strony do biura, kupa czasu na rozkminy, w momencie kiedy to notuję na brudnej kartce, obgryzionym długopisem, próbuję skrystalizować bez zwracania uwagi na resztę świata po raz pierwszy.
Generalnie potrzebuję motywacji do pisania: jakiekolwiek istotne wydarzenie, wpływ emocji albo zwyczajna zajawka. Tym razem maksymalnie naładował mnie e-mail od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/05/olka_male.jpg"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/05/olka_male.jpg" alt="" title="olka_male" width="600" height="234" class="aligncenter size-full wp-image-80" /></a></p>
<p><strong>Mam do zagospodarowania godzinę dziennie.</strong> 30min w dwie strony do biura, kupa czasu na rozkminy, w momencie kiedy to notuję na brudnej kartce, obgryzionym długopisem, próbuję skrystalizować bez zwracania uwagi na resztę świata po raz pierwszy.<br />
Generalnie potrzebuję motywacji do pisania: jakiekolwiek istotne wydarzenie, wpływ emocji albo zwyczajna zajawka. Tym razem maksymalnie naładował mnie e-mail od Beszcza (moja wizyta w Warszawie, wieczór z winem i mądre rozmowy masz jak w banku), informacja o nadchodzącym weekendzie od Kacpra, a przede wszystkim totalnie sprzeczne sygnały jakie dostaje w kontekście mojego pisania, myślenia i przede wszystkim fotografii.</p>
<p><strong>Obiecałem sobie, że nie napiszę o wieloletniej tragikomedii w moim i Anki wydaniu, odpuszczę, nie skomentuję, nie przeanalizuję i będę milczał </strong>- z jakim skutkiem, widać. Okazało się (po raz kolejny), że jestem tylko człowiekiem, a Poznań ponownie daje mi w twarz z otwartej ręki &#8211; przypomina i wytyka bardzo dokładnie moje niedoskonałości. Ale o tym innym razem. I nie uważam żebym był w jakikolwiek sposób winny ;*</p>
<p>Odkąd się tu przeprowadziłem, <strong>dorosłość jest konfrontowana z moimi ideałami.</strong> To właśnie na tej płaszczyźnie myśli ścierają się najbardziej: to, czego wymaga ode mnie świat, a to w co wierzę i marzę. Niejednokrotnie powtarzałem, że realizacja marzeń jest niesamowicie istotna, trzymam się tego kurczowo i bardzo podziwiam ludzi którzy żyją pamiętając o tym. Jakkolwiek fizycznie nieosiągalne dla mnie jest spełnianie wszystkich pomysłów. Doba jest stanowczo za krótka,a i tak cisnę z niej tyle ile się da, pozostawiając minimalną, wystarczającą dawkę na sen.<br />
<em><br />
Czasem wierze, że jeszcze zdążę być każdym.<br />
Przemierzę oceany, zdobędę najwyższe maszty.<br />
Chcę dotrzeć tam gdzie świecą ostatnie gwiazdy.<br />
Wydłużać czas niczym minuty niby jazdy.</em><br />
<strong>L.U.C &#8211; &#8221; Reżim Pana Cykaczka &#8211; Każdego Równo Mierzy&#8221;</strong></p>
<p><strong>Mam niewiele lat, pozwala mi to właśnie zachować tę wiarę w to, że czas znajdę na przestrzeni lat</strong>. To kwestia świadomego gospodarowania nim.. Nie boję się samotnej starości, starości w ogóle, śmierci lub czegokolwiek innego z nimi związanego. Jedyne co mnie przeraża, to świadomość tego że mogę nie zdążyć.<br />
Dlatego tak mocno wkurwia mnie teraz moje nieustające nieogarnięcie wynikające z różnych sytuacji zaprzątających moją głowę, przepuszczanie kasy, niedokładne dbanie o siebie &#8211; rzeczy żałosne, zbędne i irytujące, bo nie ma nikogo kto byłby w stanie sprzedać mi blachę i doprowadzić mnie do pionu, poza mną samym. Czuję, że zdarza mi się marnować mój bardzo cenny czas &#8211; <strong>o ile nie najcenniejszy. </strong></p>
<p>Cierpliwość jest cnotą ludzi opanowanych, a ja moje opanowanie zgubiłem jakiś czas temu przez wplątanie się w wir społecznych niuansów, co gorsza nie potrafię go przywrócić. Masa planów, droga do nich&#8230; jeżeli się w tym wszystkim nie uspokoję, to przegram. Jeżeli nie zaakceptuję siebie, stracę do co do tej pory osiągnąłem, bo lęk nie pozwoli mi iść dalej, wycofam się. Mimo wszystko, świadomość tego, że nie jestem herosem jest naprawdę potrzebna, żeby przypadkiem nie popełnić przypadkowego samobójstwa.</p>
<p>Kocham swoje życie i nic tego nie zmieni.<br />
<strong>Dam radę.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=81</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prezentacje.</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=68</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=68#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 21:13:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prezentacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=68</guid>
		<description><![CDATA[
Jestem aktualnie na etapie zbierania materiałów do nowej serii wpisów, które zaczną pojawiać się sukcesywnie na tym blogu.
Poza samą zajawką fotografowania, warto być na bieżąco w kwestii tego co się tym otoczeniu dzieje. Dlatego też przygotowuję serię poświęconą sylwetkom ludzi którzy na moją, cudzą albo światową fotografię intensywny wpływ mieli, a Słowacki wielkim poetą był. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/01a.jpg"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/01a.jpg" alt="" title="01a" width="600" height="235" class="aligncenter size-full wp-image-73" /></a></p>
<p>Jestem aktualnie na etapie zbierania materiałów do nowej serii wpisów, które zaczną pojawiać się sukcesywnie na tym blogu.</p>
<p>Poza samą zajawką fotografowania, warto być na bieżąco w kwestii tego co się tym otoczeniu dzieje.<strong> Dlatego też przygotowuję serię poświęconą sylwetkom ludzi którzy na moją, cudzą albo światową fotografię intensywny wpływ mieli,</strong> a Słowacki wielkim poetą był.<strong> Prezentacje prac, krótkie wypowiedzi i komentarze</strong> &#8211; wszystko po to żeby zapoznać was z nimi, zaprezentować zarówno młodych i kreatywnych autorów (których znam osobiście lub też nie), jak i historyczne ikony które tworzyły kanon, wytyczały ścieżki uczęszczane teraz przez tysiące osób.</p>
<p>Jeżeli masz jakieś propozycje dotyczące tego tematu, uważasz że warto kogoś tutaj przedstawić i zapodać innym do ogarnięcia, uważasz że sam reprezentujesz odpowiedni poziom to podeślij mi swoje typy na adres: <strong>prezentacje@arielhajbos.com</strong></p>
<p>Ruszamy z tym wkrótce. <strong>Stay tuned!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=68</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Liczba Dunbara</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=60</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=60#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Apr 2010 20:32:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[
&#8220;Jak dowiódł Robin Dunbar, profesor antropologii ewolucyjnej na Uniwersytecie w Oksfordzie, ludzie utrzymują najlepsze relacje w grupie nie większej niż 150 osób. Więcej zależności pomiędzy znajomymi nasz mózg nie jest w stanie zapamiętać i przywiązywać do tego szczególnej uwagi jednocześnie.&#8221;
Ciekawe jak dużo emocji i zachowań do których przywiązujemy wagę, jest uwarunkowanych biologicznie? Zresztą. Nie ma [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/06_webaaa.jpg"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/06_webaaa.jpg" alt="" title="06_webaaa" width="600" height="235" class="aligncenter size-full wp-image-64" /></a></p>
<p><em>&#8220;Jak dowiódł Robin Dunbar, profesor antropologii ewolucyjnej na Uniwersytecie w Oksfordzie, ludzie utrzymują najlepsze relacje w grupie nie większej niż 150 osób. Więcej zależności pomiędzy znajomymi nasz mózg nie jest w stanie zapamiętać i przywiązywać do tego szczególnej uwagi jednocześnie.&#8221;</em></p>
<p><strong>Ciekawe jak dużo emocji i zachowań do których przywiązujemy wagę, jest uwarunkowanych biologicznie? </strong>Zresztą. Nie ma to większego znaczenia, dopóki mamy swoją interpretację &#8211; żyjemy tak jak chcemy. Nauka może dostarczać pewnej świadomości, ale to jednak marzenia, kreatywność i emocje które kreujemy we własnej głowie (niezależnie dlaczego i po co) są kwintesencją człowieczeństwa.<br />
150 osób. Masz 150 przyjaciół? No dobra, odliczając rodzinę i wrogów zostaje okrągła setka.<strong> Masakrycznie dużo osób którym można zaufać i na których można się rozczarować..</strong> skąd ten pesymizm w moim wydaniu? Ano dlatego, że przyjaciela mam jednego. I nie dam sobie uciąć ręki, że będzie tak zawsze, ale bardzo chcę w to wierzyć, jest moim bratem i jest też jedyną osobą którą akceptuję w pełni z jego niedoskonałościami. Troszeczkę śmieszą mnie ludzie, którzy usilnie potwierdzają tę liczbę Dunbara, mają masę znajomych a gruncie rzeczy zjada ich samotność.. są zajebiści dla wszystkich, od środka zżera ich fałsz, ufają wszystkim i nikomu. Tak niewielu autentycznych ludzi znam. Cóż za depresyjny akapit <img src='http://arielhajbos.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' />  <strong>A ch.j tam, będzie dzisiaj osobiście.</strong></p>
<p>Podobno jestem zgorzkniały. Człowiek, kurwa, zagadka, który dużo mówi ale tak naprawdę pozostaje zamknięty w sobie.<strong> A-to-nie-pra-wda!</strong> Ja jestem zwyczajnie nieufny. Nie zależało mi wcale na tym, żeby się tyle razy sparzyć i stracić wiarę w kogoś. Nie spodziewałem się, że walczenie o czyjąś głowę może mieć tak tragiczne skutki, że aż tak boli porażka. Nigdy nie zakładałem, że między mną a każdą kobietą o którą walczyłem, koniec końców urwie się kontakt, nie ważne już z czyjej winy. Nikogo nie wpuszczam do swojego świata, popełniam te same grzechy, nie potrafię się emocjonalnie zaangażować.. Może też właśnie dlatego fotografia. To w niej siedzą całe moje emocje.. mimo niedoskonałości przekazu wynikającej z poziomu który reprezentuję, czuję się jak ktoś kto dopiero uczy się mówić mimo, że ma tyle lat życia za sobą. <strong>Cały czas szukam. Ludzi, fotografii, siebie.. kocham bardzo swoje życie. Uśmiecham się codziennie. Ufam tylko sobie i wychodzę na tym najlepiej.</strong></p>
<p>Mimo że mieszkam sam w białym pokoju, do którego nie lubię wracać. <strong>Zawsze jest tutaj zbyt cicho.</strong></p>
<p>I niech Cię nie zwiedzie pesymistyczny wydźwięk &#8211; to tylko realizm. Może potrzebuję czyjejś pomocy? Kochaj swoje życie. Jest tego naprawdę warte ;D I uśmiechaj się do ludzi w tramwaju, im też należy się lepszy dzień.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=60</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak się masz?</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=51</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=51#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Apr 2010 20:13:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=51</guid>
		<description><![CDATA[
Ostatnie dwa tygodnie były jazdą na 120% wydajności, ostatni miesiąc z całą pewnością był tragicznie pokręcony i pełen skrajności. Uzbierało się we mnie sporo myśli które warto byłoby przelać, więc tym razem wpisów będzie więcej. Bardzo nie chcę zapomnieć.
Czy znasz ludzi którzy robią coś w życiu na popis? Ja znam bardzo wielu. Ostatnio w słuchawkach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/headermaly.jpg"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/04/headermaly.jpg" alt="" title="headermaly" width="600" height="234" class="aligncenter size-full wp-image-55" /></a><br />
Ostatnie dwa tygodnie były jazdą na 120% wydajności, ostatni miesiąc z całą pewnością był tragicznie pokręcony i pełen skrajności. Uzbierało się we mnie sporo myśli które warto byłoby przelać, więc tym razem wpisów będzie więcej. <strong>Bardzo nie chcę zapomnieć.</strong></p>
<p><strong>Czy znasz ludzi którzy robią coś w życiu na popis?</strong> Ja znam bardzo wielu. Ostatnio w słuchawkach gra mi L.U.C, powoduje niesamowite przemyślenia i zmusza do analizowania otaczającego mnie świata, mojego życia. Dym wypełnia płuca. Mój tata na przykład, otwarcie oznajmił mi że nauczył się grać na gitarze, robił zdjęcia po to żeby zaistnieć w towarzystwie. Nie należał do elity, liczyły się tylko jego umiejętności i energiczny charakter &#8211; chciał żyć z ludźmi. Zatem czy takie podejście jest złe? Mimo wszystko dalej jaram się tym jak gra i z miłą chęcią oglądam jego stare zdjęcia. Osiągnął pewien poziom, niezależnie od drogi motywacji którą wybrał..</p>
<p><strong>Ze mną jest inaczej. Ja bardzo zazdroszczę innym. </strong>Nie jest to (przynajmniej z mojej perspektywy) chora zawiść, a jedynie motywacja do działania. Chlubię się tym, że znam bardzo wielu ludzi w pełni poświęcających się swoim zajawkom: DJ&#8217;s, skaterów, malarzy, fotografów, poetów, B-boy&#8217;s, wirterów, tancerzy i innych. Śledzę ich rozwój, analizuję sposób bycia.. Moja samokrytyka, stawianie sobie poprzeczki i porównywanie się do nich owocuje ochotą do napierania, do działania i rozwijania się w tym co robię. Jest mi źle z tym, że nie reprezentuję takiego poziomu jak oni, dołuje mnie fakt że w gruncie rzeczy dopiero zaczynam i nie potrafię robić tego co kocham, tak dobrze. <strong> Z drugiej strony chcę być lepszy, chcę dojść do momentu w którym będę mógł powiedzieć że jestem zadowolony z siebie, jednocześnie czując potrzebę dalszego rozwoju.<br />
</strong><br />
Rozmawiałem o tym kiedyś z Bartkiem: 4 lata temu postawiłem sobie pewną zaporową poprzeczkę, chciałem dojść do pewnego poziomu. Po tym czasie, kiedy patrzę za siebie &#8211; faktycznie ten docelowy poziom osiągnąłem. Ale to co jest najśmieszniejsze, to wcale nie zbliżyłem się do tej poprzeczki &#8211; ona przez te 4 lata oddalała się ode mnie coraz szybciej, też biegła do przodu. A ja dalej gonię za nią, coraz bardziej przerażony tym, że nigdy jej nie dogonię, bo nie mam tyle siły czy odpowiednich warunków. <strong>Ale mimo to wcale nie zamierzam się zatrzymywać&#8230;<br />
</strong><br />
Często słyszę, że robię świetne zdjęcia &#8211; inspirujące, mocne. Ludzie mnie podziwiają, schlebiają mi i biją brawo, przetykając to czasami delikatną krytyką. Dziękuję Wam za to niesamowicie, jednak nie mogę się z tym zgodzić. Osób które siedzą w temacie i są w stanie realnie ocenić moje umiejętności jest niewiele, to ich zdanie cenię sobie najbardziej. Wiem też, że gdyby ktoś wytykał mi tylko błędy, prawdopodobnie przytłoczyłoby mnie to dosyć mocno. Jeżeli o fotografię chodzi, jestem słaby psychicznie. W pewnym sensie te pozytywne opinie narzucają mi pewną odpowiedzialność za to co robię, są odzwierciedleniem drogi którą przebyłem, dają moc do dalszej podróży. <strong>Chcę być lepszy.</strong></p>
<p><strong>I robię co w mojej mocy, żeby tę cholerną poprzeczkę dogonić.</strong><br />
Pozdrowienia dla wszystkich hejterów: nie zamierzam się poddawać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=51</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Determinacja</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=36</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=36#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Mar 2010 09:33:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=36</guid>
		<description><![CDATA[
Jak to jest, że muszę ze sobą walczyć żeby wyłączyć tego cholernego xboxa o godzinie którą sobie wcześniej wyznaczyłem? Realizacja planów to strasznie ciężka sprawa &#8211; przynajmniej tych które wymagają nakładu samodyscypliny i determinacji. Może troszkę głupkowaty przykład z tym xboxem, ale całkiem trafiony   Niestety.
Szczególnie w kontekście wyzwania jakie podjąłem. Dzięki Bartkowi, zaufaniu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/03/ikona03mala.jpg"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/03/ikona03mala.jpg" alt="" title="ikona03mala" width="600" height="234" class="aligncenter size-full wp-image-38" /></a></p>
<p><strong>Jak to jest, że muszę ze sobą walczyć żeby wyłączyć tego cholernego xboxa o godzinie którą sobie wcześniej wyznaczyłem?</strong> Realizacja planów to strasznie ciężka sprawa &#8211; przynajmniej tych które wymagają nakładu samodyscypliny i determinacji. Może troszkę głupkowaty przykład z tym xboxem, ale całkiem trafiony <img src='http://arielhajbos.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> <strong> Niestety.</strong></p>
<p><strong>Szczególnie w kontekście wyzwania jakie podjąłem.</strong> Dzięki Bartkowi, zaufaniu jakim go darzę (poprzetykanym drobnymi frustracjami, żeby nie było) i moim umiejętnościom, poczułem stabilność życia. Spełniłem dużo marzeń, nie spodziewałem się nawet, że zrealizuję tyle planów, a te założenia &#8216;za szczeniaka&#8217; będą tak klarowne. Poznań jest dla mnie świetnym miejscem, które daje mi dużo energii i radości. Z ludźmi bywa różnie, niespodziewanie i dziwnie. Ale jest kilka osób dla których skoczyłbym w ogień. <strong>I niekoniecznie tylko w Poznaniu.</strong></p>
<p>Po ustabilizowaniu tego wszystkiego, po osiągnięciu świadomości i sukcesywnym dojrzewaniu, przyszedł czas na kolejne plany. <strong>Pierwszy temat to fotografia.</strong> Szkoła którą zacząłem, ta praca jak i plany na studia w przyszłości to był najistotniejszy krok, metoda na zdobycie wiedzy i umiejętności, warunków i możliwości do których wcześniej nie miałem dostępu. To że przechodzę jakiś pokręcony kryzys obecnie, to drobna przeszkoda. Będę próbować aż rozbiję ten mur, obecnie zbieram siły: czekam na słońce i wiosnę&#8230; przez śnieg łapię doła. Co za tym idzie kupno aparatu to priorytet na kwiecień. Jest kilka powodów: praca i zlecenia wymagają mocnego upgrade&#8217;u, rozwój i zajawkowe projekty, a na sam koniec najistotniejszy i podstawowy w chwili obecnej: <strong>Azja Południowa 2010/2011.</strong> Zamierzam się tam wybrać&#8230;  albo nie. Ja się tam wybieram. </p>
<p>I tutaj wchodzi temat determinacji. Zaplanowanie zdobycia środków, sukcesywne dążenie do nich &#8211; ale nie za wszelką cenę. Pamięć o innych czynnikach: dbanie o siebie, sen, jedzenie. Pilnowanie biorytmu, diety, poza tym treningi, rozwój umiejętności które mogą się przydać, język, kontakty, znajomości, wiedza, potrzebne informacje. Spędziłem chwilę nad wstępnym szkicem całego przedsięwzięcia i szczerze mówiąc przytłoczyła mnie ilość rzeczy zależnych, powiązanych, ale nie na tyle żebym spasował. I tutaj jest ważne chociażby to, żeby wyłączyć tego xboxa w porę, w innym wypadku nie wyśpię się, będę zmęczony, efektywność spadnie. Ciężka sprawa ta determinacja. Walka ze słomianym zapałem i sukcesywne dążenie do celu, technika małych kroków &#8211; wyznaczanie sobie drobnych celów i spełnianie ich, które daje satysfakcję, dalej napędza do działania. Z doświadczenia wiem że branie się za wielkie rzeczy, z epickim rozmachem to totalna głupota &#8211; diabeł tkwi w szczegółach, a spełnianie drobnych celów, wymieszane z radością i dumą po ich realizacji, to sposób na sukces. Nie wolno się poddawać, trzeba wierzyć w siebie i własne możliwości.</p>
<p><strong>Życie jest piękne, jedyne co nam pozostaje, to nauczyć się jak czerpać z niego garściami <img src='http://arielhajbos.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=36</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marzenia</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=32</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=32#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Mar 2010 13:43:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=32</guid>
		<description><![CDATA[
Rocznik &#8216;89, pokolenie pierwszych wolnych. Niesamowita odpowiedzialność na nas ciąży. Odpowiedzialność za przyszłość, za kreowanie rzeczywistości w której się obecnie znajdujemy i wychowujemy. Rzeczywistości, która nie zasmakowała nigdy tego co się przed datą naszych narodzin działo. Nie wolno nam zapomnieć. Patetyczne byłoby ocenianie społeczności w której się obracamy. Każdy jest inny, każdego cechują inne priorytety [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://cargocollective.com/marisquinho/280758/Czekolada" target="_blank"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/03/ab.jpg" alt="" title="ab" width="600" height="231" class="aligncenter size-full wp-image-31" /></a></p>
<p><strong>Rocznik &#8216;89</strong>, pokolenie <em>pierwszych wolnych</em>. Niesamowita odpowiedzialność na nas ciąży. Odpowiedzialność za przyszłość, za kreowanie rzeczywistości w której się obecnie znajdujemy i wychowujemy. Rzeczywistości, która nie zasmakowała nigdy tego co się przed datą naszych narodzin działo. Nie wolno nam zapomnieć. Patetyczne byłoby ocenianie społeczności w której się obracamy. Każdy jest inny, każdego cechują inne priorytety i wartości. Nieopisane zróżnicowanie równych i równiejszych, tego nie da się wyeliminować. Utopia nie istnieje. Nie wolno nam jednak zapomnieć. Musimy znać balladę o Janku Wiśniewskim (i tutaj znów ukłon w stronę Krzykowiska), musimy rozmawiać i pytać naszych rodziców, uczyć się na błędach przeszłości. W innym wypadku, życie zabierze nam to co najcenniejsze: nasze marzenia. Zostaniemy kolejnym pokoleniem kolumbów.</p>
<p><strong>Realizacja tych skrytych fragmentów naszej świadomości wcale nie jest taka trudna.</strong> Tak wiele osób poddaje się, nie walczy, kaja gdzieś nisko przy ziemi.. Bo świat jest zły, bo nie mam warunków, bo ograniczają mnie środki. Gówno prawda. Uczestnictwo w projekcie cojestmiasto, świadomość istnienia takich miejsc jak zakaźNy, osoby takie jak Marek, Patryk, Michał.. to wszystko nauczyło mnie, że można stworzyć coś z niczego. Okres dojrzewania w tym otoczeniu już minął. Tworzyliśmy, planowaliśmy, organizowaliśmy.. i mniejsza o to że zostaliśmy za to rozliczeni, że pojawiły się krytyczne głosy. To nic. <strong>My realizowaliśmy nasze marzenia, ideały które trzymały nas na powierzchni. Tworzyliśmy nasz własny świat, świat post 89&#8242;</strong></p>
<p>Wystarczy podnieść głowę. Nauczyć się jednej podstawowej zasady &#8211; <strong>ogranicza mnie tylko moja wyobraźnia.</strong> Warunki, środki, możliwości.. to wszystko się znajdzie. Trzeba tylko korzystać z tego, co się ma. Fotografia? Zamiast ciułać pieniądze na zajebiste lustro Nikona, zajrzyj do szafy dziadków &#8211; możesz tam znaleźć Zenita dzięki któremu zaczniesz postrzegać świat inaczej. Pisanie? Wystarczy kartka, długopis i dostęp do biblioteki. Każda książka uczy. Muzyka? Skating? Film? Aktorstwo? Można tak bez końca. Korzystaj z tego co masz. Nie masz? Zawsze znajdzie się sposób na zdobycie pieniędzy żeby zacząć. Szukaj, rozwijaj się, próbuj. Liczy się determinacja.</p>
<p>Realizacja marzeń, przekuwanie ich w plany i dążenie do nich, wbrew pozorom nie są takie trudne. Trzeba zrobić tyko pierwszy krok, a potem niezależnie od tego jak ciężko będzie, nie zatrzymywać się. Pod żadnym pozorem. Bo liczy się nie efekt, tylko drogą którą pokonujemy. Kiedy przeprowadzałem się do Poznania, nie planowałem życia które teraz wiodę. Miałem inne priorytety, pamiętałem o przeszłości. Ale nie chciałem być kolejnym, anonimowym pionkiem. Zebrałem się na odwagę żeby podjąć wyzwanie, opłaciło się.</p>
<p>Marzenia się spełniają. Trzeba tylko mocno w nie wierzyć, wiarę poprzeć ciężką pracą. A później docenić samego siebie.</p>
<p>Pozdrowienia dla Patryka i Dziama, całej ekipy cjm i zakaźNego, unicaru, moich rodziców, ludzi z którymi przyszło mi kiedykolwiek współpracować, stworzyć coś razem. Zrealizowałem bardzo wiele marzeń w moim życiu, teraz pracuję nad kolejnymi.</p>
<p>A.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=32</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Oswajanie</title>
		<link>http://arielhajbos.com/blog/?p=13</link>
		<comments>http://arielhajbos.com/blog/?p=13#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 23:18:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marisquinho</dc:creator>
				<category><![CDATA[Rozkminy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arielhajbos.com/blog/?p=13</guid>
		<description><![CDATA[
Wypadałoby się przywitać, po raz kolejny. Nie będę tłumaczyć radykalnej zmiany, nie zamierzam wracać do formy którą poprzednio się posługiwałem, ani też omawiać tej w której obecnie się znajdujecie. Jedyne co chciałbym na początku Wam przekazać: miłego czytania. Mam nadzieję, że te słowa poniżej sprowokują jakieś wnioski. Cieszę się, że tu jesteście 

Tytułem wstępu: Antoine [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://cargocollective.com/marisquinho#280820/Humanity-Sevens" target="_blank"><img src="http://arielhajbos.com/blog/wp-content/uploads/2010/03/a.jpg" alt="" title="a" width="600" height="235" class="aligncenter size-full wp-image-18" /></a></p>
<p><strong>Wypadałoby się przywitać, po raz kolejny.</strong> Nie będę tłumaczyć radykalnej zmiany, nie zamierzam wracać do formy którą poprzednio się posługiwałem, ani też omawiać tej w której obecnie się znajdujecie. Jedyne co chciałbym na początku Wam przekazać: miłego czytania. Mam nadzieję, że te słowa poniżej sprowokują jakieś wnioski. Cieszę się, że tu jesteście <img src='http://arielhajbos.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
<strong><br />
Tytułem wstępu: Antoine de Saint-Exupéry <em>&#8220;Mały książe&#8221;</em>. Już teraz może pachnieć patosem i sztampą, ale nie dajcie się zrazić. Sceptycyzm jest naturalną obroną na rzeczy oczywiste, nudne, znajome.</strong> Kanon literatury, książka do której chciałbym możliwie szybko wrócić. Szczególnie w kontekście tego co właśnie teraz piszę, niesamowicie żałuję że nie przypomniałem sobie tych konkretnych fragmentów. Jakkolwiek z drugiej strony przezwyciężyła potrzeba zapisania tego co siedzi w mojej głowie. Boję się zapomnieć.<br />
<strong><br />
Ile osób poznaliście w przeciągu tych kilkunastu, kilkudziesięciu lat swojego życia?</strong> Dziesiątki? Setki? Bardzo prawdopodobne, że Ci popularniejsi jeszcze więcej. Teraz pomyślcie ile z nich przyciągnęło waszą uwagę na więcej niż kilka pełnych godzin z tych wielu lat. Nieprawdopodobnie mniej. Jednak z całą pewnością możecie przypomnieć sobie wiele epizodów, gdy ludzie byli na dłużej. Przyjaźnie, miłości, sympatie, prace, wyjazdy, imprezy. Przypadkowi znajomi w przypadkowych miejscach, z którymi wiązaliście się emocjonalnie nieco glębiej, wpuszczaliście ich do swoich głów, dzieliliście się myślami &#8211; bardzo często nieopatrznie i nierozważnie. Do funkcjonowania potrzebujemy ludzi. Gdy kochamy, gdy nienawidzimy. Nawet gdy ich nie chcemy to, paradoksalnie musimy tę niechęć w ich stronę skierować. <strong>Tak wiele osób, twarzy, zachowań, sytuacji. Wszędzie ludzie. </strong></p>
<p>Niektórzy z nich zostali zaproszeni na dłużej. Wymieniliście się po trosze głowami, popadliście w manierę przyzwyczajenia do wzajemnego życia. Ze mną było podobnie &#8211; jest wiele osób które zagrały istotne epizody, zdaję sobie również sprawę z tego że i ja znalazłem się przy nich na nieco dłużej. Często niektórzy byli nieufni, często o zainteresowanie i zgodę na ingerencję w ich świat trzeba było walczyć, starać się. Naturalne jest to, że różni ludzie ciągnęli za sobą różne emocje. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to dzięki tym sytuacjom uczymy się życia: to one niesamowicie mocno kierują naszym rozwojem i kreacją charakteru. Wszystko przy ludziach, dla ludzi, do ludzi. Samotność i apatia też. </p>
<p>Z własnego doświadczenia wiem, że bez ludzi funkcjonować praktycznie się nie da. Prędzej czy później zaczynamy ich w samotności szukać, mniej lub bardziej świadomie, ale z każdą kolejną godziną coraz bardziej rozpaczliwie. Wtedy bardzo łatwo jest się potknąć, narazić na atak, na wykorzystanie naszej słabości. Od charakteru zależy jak na to zareagujemy, od tego jak bardzo spragnieni, na jak mocnym głodzie społeczeństwa jesteśmy. Potem są nerwy, wypominanie sobie głupot i błędów, które (gdy już ten głód zaspokoimy) są oczywiste.<br />
Od kogoś mądrego usłyszałem, że jest tak wiele rozpadających się związków i małżeństw z prostego powodu &#8211; większość z nich jest zupełnie niepotrzebna, nietrafiona, wymuszona. Wypełnianie tęsknoty, żałosne poszukiwanie na siłę, wbrew wszelkiemu rozsądkowi. <strong>To takie kurewsko przykre, że prędzej czy później poniżamy się do tego stopnia w sposób zupełnie świadomy.</strong> Jedna na dziesięć osób chce poświęcić nam jakąś część swojego czasu. Jedna na sto jest w stanie nam pomóc. Jedna na tysiąc jest tego warta. </p>
<p>W krytycznych sytuacjach odnawiamy dziwne znajomości, naprawiamy dawne problemy &#8211; nie szukamy od nowa, szukamy tam gdzie już byliśmy. Czasami słusznie, czasami nie. Paradoksalnie sam doświadczyłem dwóch możliwie skrajnych sytuacji powiązanych z istotnymi osobami w moim życiu w przeciągu kilku dni. Jedną, która napędziła mnie do działania i funkcjonowania, dała jakąś nadzieję i szansę. Druga która uświadomiła mi jak bardzo się myliłem i jak bardzo słuszna była moja decyzja o wyprowadzeniu się z cudzego życia. I tutaj meritum, wnioski jakie wyciągnąłem po różnych sytuacjach, możliwie przykrych i szczęśliwych. <strong> Po pierwsze nie da się żyć życiem innej osoby.</strong> Możemy je mieszać, przenikać, ale pełne poświęcanie się dla innych bez pamiętania o własnym człowieczeństwie, niedoskonałościach i słabościach prowadzi do bardzo szybkiej autodestrukcji.<strong> Po drugie bardzo nierozważne jest wpuszczanie do własnego świata, poświęcanie się emocjonalnie dla dużej liczby osób. </strong>Dysfunkcjonalne jest posiadanie dużej liczby przyjaciół, nie da się utrzymywać tej specyficznej więzi z grupą, często łamana jest ta delikatna nuta intymności jaka się nawiązuje między przyjaciółmi. Zwyczajnie o innych się zapomina, zaniedbuje: świadomie lub też nie. A jeżeli nie ich, to siebie. I znów: autodestrukcja.<strong> Po trzecie: ludzie kłamią.</strong> Ja, Ty, Twoi rodzice, bliscy, znajomi &#8211; kłamią. Mniej lub bardziej, częściej lub rzadziej, ale jednak. Przyjaźnie, miłości to uczucia wymagające i przede wszystkim: autentyczne. Zatem musimy się na autentyczność zdobyć i na autentycznych ludziach polegać. W innym wypadku prędzej czy później wszystko się rozpierdoli, a wy obudzicie się tak jak ja któregoś dnia rano, ze świadomością ze macie bardzo wielu przyjaciół którym znajomość z Wami się opłaca. Tanim kosztem, bo cóż to za problem powiedzieć w odpowiednim momencie &#8216;będzie dobrze&#8217;? </p>
<p><em>Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś.</em> Czy ludzie przez których zostaliśmy oswojeni, są równie odpowiedzialni za nas?</p>
<p>Manifest? Może bardziej publiczna spowiedź. Kłamałem, byłem fałszywy, wykorzystywałem. Szukałem prostej drogi, podejmowałem złe decyzje które miały wpływ nie tylko na moje, ale i na życie innych. Zraniłem wiele osób, zawiodłem, zostawiłem, zapomniałem. To człowieczeństwo. <strong>Ten pierdolony pierwiastek niedoskonałości, który nazwaliśmy świadomością. I dobrze mi z tym, bo dzięki temu jestem teraz tym, kim jestem. </strong> </p>
<p>W moim życiu jest niesamowicie niewiele autentycznych osób. Ja sam uczę się autentyczności.<br />
I kurwa mać, jestem strasznie pamiętliwy.</p>
<p>Dlaczego dzisiaj te wnioski? Nie będę pokazywał palcami, to niegrzeczne, ale z całą pewnością dobrze wiecie że to o Was mówię. O ludziach którzy mówili że będą, ale ich nie było. Pierwszy, drugi i kolejny raz, do czasu aż podburzyliście swoją autentyczność. Do Ciebie &#8211; sukcesywnie mordujesz moje zaufanie. Do Ciebie &#8211; dziś uświadomiłaś mi, że moja decyzja była słuszna. Do Was &#8211; mówicie o mnie jako swoim przyjacielu, do czasu kiedy jestem potrzebny. Nieskończona wyliczanka na przestrzeni czasu. Kiedy o Was myślę, przypomina mi się spektakl <em>&#8216;Pomarańczy&#8217;</em> z tegorocznego Krzykowiska.</p>
<p><strong>A zainspirowała mnie najbardziej autentyczna osoba jaką znam. Ze wszystkimi jej niedoskonałościami, wadami, problemami, które dobrze już znam i poznaję wciąż dalej. </strong></p>
<p>Do usłyszenia.<br />
A.</p>
<p>PS. Jestem szalenie niedoskonały. Obracam się w tym świecie, stoję moralnie dużo niżej od większości z Was. Być może właśnie dlatego, tak łatwo przychodzi mi mówienie o nim? </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arielhajbos.com/blog/?feed=rss2&amp;p=13</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
