Hit the bong!


.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Wroclove: The Movie

Capomielno postawiło wysoko poprzeczkę :) Kilka zarwanych wieczorów, standardowa dawka irytacji, masywna zajawa. Efekt powyżej!

2012

Dobra 2012, czas Cię rozpierdolić.

Album rodzinny.

To ja przestalem utrzymywac kontakt. To ja nie mam czasu. To ja odwoluje spotkania z ludźmi. To mi przestalo zalezec.
To ja czuje sie jak robot. To ja jestem zmeczony i niewyspany. To ja siedze po nocach i pracuje.

Zmienily sie okolicznosci. Zmienily sie potrzeby.
Ciagle mysle o moim albumie rodzinnym. Sni mi sie praca w ciemni.

W piatek jade do bialej.
Dzisiaj troche poplynalem.

Zupe

Wrocław jak zwykle rozorał mi głowę. Good people, good times!

Potworki


Połowa. Wrocław go.

Nie.

Nie ogarniam.
Zaraz święta, a ja jeszcze trochę Mielnem żyję. Zawsze jak jem. Zupę.

Koniec roku, w między czasie zdjęcia do WarszawskiegoZoo, muszę zabrać się konkretnie za okładkę, projekt dla Szelastej, film z warsztatów trzeba skończyć, bo poczta polska po 4 tygodniach postanowiła jednak przynieść paczkę z płytami. Do szkoły zapierdol, ale chyba jak u wszystkich.. Natalia też cały narzeka o masie pracy. Lepsze to niż zero zajawki. Mam 5 z 20 otworków, poza tym jeszcze 10 unikatów do zrobienia, materiał do studia, zdjęcia i makieta z intermediów, pola, modyfikacje, kilka esejów, ze 3 egzaminy, dwie animacje do skończenia, jedna do zrobienia, umierające miasto. O rysunku to nawet nie chcę myśleć aktualnie. Cały czas coś, cały czas gdzieś. Muszę koniecznie kupić ołówki, pędzelki, papier i tubę złożyć.

Przez te otworki dostaję kurwicy, znowu źle policzyłem czas i po 2h naświetlania papier okazał się czyściutki. Zaraz znowu idę wołać, liczę na trochę światła jutro rano. Dzisiaj też liczyłem, a padał pedalski deszcz.

W biurze jest całkiem sporo pracy, cały czas się klika.
Nonstop się coś dzieje. Cieszy mnie to, niby zapierdol zajawka nie spada. Mam karteczkę a mimo to zapominam.. jutro trzeba odebrać planszę na intermedia.

W ten tydzień Wrocław.
Za tydzień Wrocław.
Za dwa tygodnie Biała.
Za trzy tygodnie Warszawa.
Za cztery tygodnie wracam do Poznania.

A potem sesja.
Ciężko mi zebrać te strzępki myśli do kupy. Płynę na fali zadań, licząc że o niczym nie zapomniałem.

Dzięki Zuza za pomoc, animacja wyszła miodnie :)

Pure Hate

Dawno nie pisałem. Znowu.

Czasu brakuje generalnie. Dużo pracy w pracy, dużo niedopowiedzeń, dużo mejli, dużo zobowiązań. Dużo pracy po pracy – składam rzeczy na nowy album Flinta, pomagam Szelastej z pracami. Dużo szkoły po pracy, masywna ilość projektów i zadań do wykonania w najbliższym czasie, zbliżają się święta, a zaraz po nich przeglądy prac i sesja. Dużo treningów po pracy, zajęcia cztery razy w tygodniu, mocno i intensywnie, w ACMB trenuje się inaczej niż w UNICAR. Niby ta sama, a jednak inna Capoeira. Wszystkiego jest dużo. Energii, czasu i pieniędzy ledwo wystarcza żeby to wszystko zgrać. Samoocena kuleje.

Mama przyjechała do mnie do Poznania, bo ja nie przyjeżdżałem już dawno do Białej. Wygadałem się, wyżaliłem, skrystalizowałem lęki, automatycznie zrobiło się jakoś lżej i łatwiej. Keep on going. Zależy mi na tych studiach, ale niestety nie dysponuję aż tak dużą ilością wolnego czasu, żeby totalnie rzucić się w wir kreatywnych realizacji i rozwiązywania problematycznych sytuacji. Muszę rzeźbić w rozwiązaniach i sytuacjach, które są realne. Inaczej wszystko się spierdoli.

Album Rodzinny – to temat jednego z projektów zaliczeniowych które mam do wykonania w tym semestrze. W tym celu musiałem skonstruować własne Kamery otworkowe, zrobiłem trochę prób i ustaliłem jak działają, teraz pozostaje zrobienie 20 fotografii w temacie, zaprezentowanie ich w oldschoolowym, papierowym albumie.. Moja rodzina w Poznaniu nie istnieje. Dlatego mój album rodzinny, będzie o braku rodziny. Będzie o samotności, będzie o długich nocach, będzie o brudnych naczyniach i ciuchach czekających na pranie. Będzie o szybkim gotowaniu, o rozczochranych włosach rano, o nieuprasowanych koszulkach. Będzie o pomiętej pościeli, ciężkich porankach, o braku pieniędzy, o braku energii. To będzie album o mojej poznańskiej rodzinie, którą jestem ja sam. To będzie album o tym, jak codziennie wieczorem mówię sobie sam smacznego i o tym jak czasami tęsknię za domem. To będzie album o tym, jak szarpię z każdego kolejnego dnia produktywność i rozwój. Jest jeszcze fotounikat do realizacji, kilka animacji poklatkowych, ginące miasto. Eseje, plansze, wydruki, media, fotografie. Dużo, dużo pracy, mało czasu. Ale mimo wszystko jestem zadowolony, mam zajawkę na te rzeczy.

Znowu zżera mnie zazdrość i ambicje. Poznaję maksymalnie utalentowanych ludzi, zazdroszczę im pomysłów, osiągnięć, wystaw, realizacji. Tracę wiarę w siebie i we własne możliwości, potrzebuję ugryźć trochę konstruktywnej krytyki od kogoś kogo podziwiam, potrzebuję spróbować skonsultować trochę moich prac z wykładowcami, porozmawiać o tym co umiem, czego muszę się nauczyć, o rozwoju. Potrzebuję uwierzyć we własną fotografię. Unless you puke, faint or die, keep going

Do treningów podchodzę z dystansem. Staram się, pracuje, ale Capoeira nie jest zaporowym argumentem kreującym podstawowe funkcjonowanie. Kocham to robić, uwielbiam ćwiczyć, ale nie zapominam o tym jak ustawione są priorytety. Mój brat ciągle nade mną czuwa, nad tym żebyśmy się rozwijali, nad tym iść do przodu. Życie jest wdzięczne, męczące, wymaga nieustannej pracy i energii. Przyzwyczaja mnie do rozczarowań.

Podsumowując – żyję. Dużo pracuję zawodowo i szkolnie, wróciłem na treningi. Jesienną deprechę ciągle zwalczam, czekam na śnieg. Na święta pewnie wyjadę do białej, trochę chciałbym odpocząć od rzeczywistości i tego nieustannego pędu.

Jest jeszcze Natalia. Jedna wielka zagadka, burdel w głowie i niedopowiedzenia, huśtawka emocji, nastrojów i oczekiwań. Jakoś się żyje, Finker.
Jakoś się żyje.

Kawa rozpuszczalna.


Pinhole sponsoruje Nescafe.

3miesiące


Trzy miesiące z życia.
Jest dobrze.